Dodaj link do tego mBloga do serwisu Startowy.comDodaj kanał RSS do serwisu Startowy.comRSS
mblog.pl
Dodaj link do tego mBloga do serwisu Startowy.comDodaj kanał RSS do serwisu Startowy.comRSS
mblog.pl
Wolf's Rain

grope.5



- Zatem przybyli - powiezdiał Darcia - zauroczeni Rajem. Czy zamierzaą ponownie odebrać mi ciebie - będącą do niego kluczem? - zapytał bardziej siebie, niż ją.

Cheza stała za nim i patrzyła na mówiącego mężczyznę. Wydawła się zupełnie bezrozumna.

- Ja jednak tak łatwo cię nie oddam - stwierdził. - Rozumiesz, Cheza? Już wkrótce dotrzemy do miejsca twoich narodzin.



Pazur siedział pod oparty o pień drzewa i myślał o jedynie jemu wiadomych sprawach, gdy nagle potok jego myśli przerwał znajomy widok.

- To jest... - pomyślał...



Wąsik ze smakiem zajadał sporą pajdę chleba i kawałek kiełbasy, gdy jego uwagę przykuł...

- Statek powietrzny... Patrycjusze...?



Skowyt skulił się i zakrył uszy dłońmi.

- Zbliża się... Nieprzyjemny odgłos... - pomyślał.

- Co się dzieje? - zapytała Tia podając mu kanapki.

- Nie... Nic - odparł szybko starając się ukryć zmieszanie.

- Tia!? Tia!!! - rozległo się wołanie zza zamkniętych drzwi. Po chwili ktoś uporczywie zaczął się do nich dobijać.

- Tia! Jest tam ktoś z tobą!? Ej! Chyba nie ukrywasz tam żadnego obcego!?

Dziewczyna nie namyslając się długo, zapakowała kanapki i podała je Skowytowi, po czym szybko owinęła delikatną sadzonkę kwiatu w jedwanbą chustkę.

- T... Tia... - wyjąkał rudy.

- Tylnymi drzwiami, na wzgórze - zaczęła wyjaśniać. - Tu nawet zjeść niemożna spokojnie.

Wzięła kwiatek i zamknęła drzwi. Z zewnątrz wciąż dobiegały wołania:

- Przykro nam, przybyszu, ale musisz stąd odejść, natychmiast.

Ku ich zdziwieniu, dziewczyna stanęła między nimi.

- Tia, już zapomniałaś o przestrodze z legendy? - zapytał jeden z nich.



Obcy sprowadzają nieszczęście...



- Twoja matka - podjął drugi - zmarła po długiej, ciężkiej chorobie i zostawiła się samą. To wszsytko przez to, że zaprosiła obcych do domu.



Nie wpuszczać ich za żadną cenę!



- Czy jej śmierć - kontynuował - niczego cię nie nauczła?

Skowyt stał zaniepokojony.



Jeśli pozwolimy im wejść...



Poznam dokuczający mu dźwięk.



Runą niebiosa



Z zewnątrz doszły ich wołania:

- Las... Coś się dzieje w powietrzu!

- Aaa! N... Niebiosa... Spadają na nas!

wszystkich ogarnął popłoch.

- Ty...! - krzyknął mężczyzna i wymierzył w rudego. - To twoja wina!

- Tia odsuń się od niego!

- Tu jest nasza święta ziemia. Dziecko czy dorosły, nie wybaczymy tym, którzy ją kalają!

- Chodźcie tu, zobaczcie! Dziki pies! - krzyknął ktoś z zewnątrz.

Skowyt domyślił się. Stał z otwartymi ustami, lecz milczał.

- Cholera - warknął jeden z ludzi. - Najpierw smarkacz, teraz jakiś kundel. Nie dać mu uciec! Zatrzymać go!

Wśród cieni mignęła sylwetka.

- Wąsik - pomyślał rudy.

Tia spojrzała na niego uważnie, jakby mówiła: "tędy". Wilk natychmiast ruszył za nią. Prowadziła go przez wydrążony w skale korytarz.

Za plecami słyszeli głosy.

- T... To koniec... Koniec tej wioski...

- Tia, przykro mi... To przeze mnie ludzie z wioski... - Skowytowi brakło słów. - Trzeba ruszać - myślał. - Jednak nie mogę tu zostać.

- Dlaczego ty mnie przepraszasz? - zapytała nieprzerwanie prąc na przód. - Tak... - pomyślała. - Słabi ludzie.. Niewpuszczając tu obcych ze wszsytkich sił bronili swego małego Raju.



Raj?

Tutaj?

W tym zamkniętym dla świata miejscu, które z czyjejś winy w każdej chwili może zostać zniszczone?




Odgłosy wybuchów zdawały się do nich nie docierać, choć wszystko działo się niezbyt daleko.

- Skowyt - zaczęła dziewczyna nieco cicho - czy ja też... Nie mogłabym pójść z tobą do twojego Raju...?

Wilk zdumiał się, ale nic nie odpowiedział.



- Patrycjusze - warknął Pazur do siebie umykając przed pociskami - nieźle dają czadu. Jak mnie trafi taki zabłąkany strzał to nawet nie będzie co zbierać.

Zatrzymał się, gdy dojrzał stojącego na wzniesieniu Kła.

- Ej! - zawołał - Takie piekło miałeś na myśli mówiąc o tej krwi grającej w żyłach? - zapytał z wyraźną pretensją mierząc go groźnym spojrzeniem. - Gdybyśmy zaufali twojemu instynktowi to kilka zyć nam nie wystarczy na dotarcie do Raju o ile coś takiego wogóle istnieje.

Kieł patrzył na niego ze spokojem. Przyglądał się mu przez chwilę, po czym odparł:

- Jeśli żałując własnego życia, bojąc się odnieść rany, zaprzestaniesz poszukiwań, to fakt, że wogóle żyjesz traci wszelki sens.



Nikt go nie widział, nikt nie wie, gdzie jest...



Rudy wilk wskoczył na skalną pułkę. Dziewczyna odwróciła się i zdała sprawę z tego, że chłopak chce odejść.

- Skowyt...

- Przepraszam - przerwał jej. - Nie możesz iść z nami - patrzył na nią smutnym wzrokiem. - To bardzo ciężka podróż.

Nie mogę cię w nią zabrać

- Dzień za dniem... Bez jedzenia - mówił wciąż. - Trzeba wciąż iść... i iść...

Podróż tylko dla wilków. Tam, dokąd kto wie, czy dotrą do raju.

Tia stała ze spuszczoną głową. Na tle rozświetlonej pożarem wioski jej mała sylwetka rysowała się bardzo wyraźnie. Mówiła smutnym, przyciszonym głosem.

Ale... Naprawdę musisz iść? Chcesz... Zostawić mnie samą?

- Ach tak... Mhm - mruknęła. - Rozumiem.

Napewno byłabym tylko... kulą u nogi...

- Skowyt... - zaczęła radośnie i podniosła głowę. Jej oczy śmiały się, a drobną, umorusaną popiołem twarzyczkę rozpromienił uśmiech. - Ja opuszczam wioskę - rzekła chardo. - Wyruszam szukać tylko mojego Raju. Raju, w którym rozkwitnie ten kwiat.

Wilk stał nieco zmieszany.

- J... Jak to? Sama...?

- Zawsze myślałam, że to z powodu wyjałowionej ziemi mój kwiat nie może zakwitnąć - powiedziała patrząc na maleńką łodyżkę okoloną drobnymi, zielonymi listkami. - W tej odciętej od świata wiosce mona mama... Zajmując się tylko kwiatem powoli zamykałą się w sobie. Ale ty - uśmiechnęła się do niego - opowiedziałeś mi o innych miastach. O ludziach żyjących tam, daleko. Napewno również... Gdzieś tam... Kwitną kwiaty. Dziękuję ci. Dzieki tobie zyskałam potrzebną mi odwagę.

- Tia...

- Idź - przerwała mu wciąż się uśmiechając. - Towarzysze czekają na ciebie - kiwnęła głową w stronę Wąsika.



- Ty, co jest? - zapytał bury gdy biegli między drzewami. - Aż tak ciężko ci rozstać się z ludźmi? Jeśli tak, to możesz zostać.

...Spotkamy się jeszcze, prawda?

Tak, napewno. Gdzieś na szlaku...

- Nie. Już dobrze - odparł cicho. - Już dobrze.

Kiedyś, napewno spotkamy się...



- Jest - myślał Kieł biegnąc szaleńczym pędem. - Nie mam pojęcia skąd, ale wiedziałem.

Cheza!



Córka Księżycowego Kwiatu otworzyła oczy. Widziała Darcię swoimi niewidzącymi oczyma. Wpatrywała się w niego przez chwilę. Powoli wstała i wyjęła stopy z naczynia, w którym znajdował się przeznaczony dla niej płyn, odpowiednio przygotowany, wzbogacony o składniki odrzywcze. Wszystko po to, by nie zwiędła...

- Cheza! - krzyknął Darcia widząc, że dziewczyna wstaje. Zerwał się z fotela i ruszył w kierunku dziewczyny.

Ona szła spokojnie do otworu w ścianie.

- Stój!

Cheza odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła niewinnie. Śmiały się także jej niewidzące oczy. Pozwoliła, by jej ciało swobodnie przechyliło się do tyłu. Skoczyła.

Darcia podbiegł do niej i już miał chwicić ją za rękę, lecz złapał jedynie powietrze. Stał i patrzył, jak Córka Księżycowego Kwiatu spokojnie opada na ziemię.



Raz już rozdzieleni

- O, Pazur - powiedział zdziwiony Skowyt widząc szarego. Wraz z Wąsikiem wyłonili się z gęstwiny krzewów.

Tu, w tym miejscu spotkaliśmy się znowu

- Co z kłem? - zapytał bury rozglądając się wokoło?

Dla każdego z nas słowo "przyjaźń" oznacza coś innego

- Taa... - mruknął Pazur. - Poleciał za swoim instynktem. Mniejsza z tym.

- Tu robi się zbyt gorąco - zauważył rudy widzą spadający na ziemię statek Patrycjuszy.

Jednak mimo iż spadły niebiosa...

Trójka bohaterów puściła się biegiem.

Choć ślady boga zostały zniszczone nam udało się uwierzyć w coś, do czego prowadzą nas inne ślady. We współne coś, co czeka nas na końcu drogi.

Kwiat.

- Zapach Księżycowego Kwiatu - głos Wąsika drżał lekko. - Zaraz, coś tu spada! - krzyknął wskazując na maleńki punkcik na niebie.

Ruszyli bez szemrania.

"Krew się we mnie gotuje". Słowa Kła

- Bez wątpliwości to Córka Księżycowego Kwiatu, Cheza - mówił bury, gdy wspinali się po skałach.

Były dla nas dotąd niezrozumiałe.

Jednak w chwili,

- To jest... Cheza - zająknął się Pazur.

Gdy ujrzeliśmy Chezę z jakiegoś powodu pomyślałem, że właśnie tutaj...

Wszyscy stali wpatrując się w drobną postać dziewczyny o fioletowych włosach i dziwnych, zabarwionych czerwienią niewidzących oczach. Kieł stał po kolana w wodzie. Najbliżej miejsca, gdzie miała upaść, a na jego twarzy malowały się strach i radość...

Zaczyna się nasza droga do Raju.
2006-05-04 | 13:52:58 | szarywilk
skomentuj 8

Wolf's Rain

grope.4

Samotna Forteca



- Ale jestem głodny - z jaskini rozległo się narzekanie Skowyta.

- No... Ja też... - wturował mu Wąsik.

- Ciekawe... Jak długo już nie jestedliśmy... - zastanawiał się rudy.

- Ja wiem... ze sześć dni...? Najdłużej odkąd ruszyliśmy w podróż.

- Zamknijcie się obaj - warknął Pazur. - To tylko głupie sześć dni.

Stojący dotychczas cicho Kieł, powiedział bardziej do siebie, niż do towarzyszy:

- ...Czerpiąc ze światła księżycwego można wytrzymać jeszcze dłużej. Podróżowałem miesiąc żywiąc się tylko nim.

- Miesiąc... - jęknął Skowyt.

- W najgorszym tazie będziemy się po kolei zjadać - odparł z uśmiechem szary wilk. - Kto pierwszy... Najsłabszy kurdupel... czy może marnujący się tłuścioch?

Nastała chwilowa cisza.

- E, Pazur, a co z Kłem? - zapytał Skowyt.

- Tego to bym w życiu nie tknął - odparł z wyraźnym obrzydzeniem szary patrząc na Kła. Biały wilk zmierzył beznamiętnym spojrzeniem towarzysza, ale nic nie odpowiedział.

- Ś... Śnieżyca już ustała - zauważył Wąsik. - Może ruszajmy do tej pobliskiej wioski. Mówią, że jest tam człowiek, który hoduje "Święty Kwiat".

- Właśnie - przytaknął Skowyt. - I może będzie tam coś do żarcia.

- Dajecie się nabrać ludzkim plotkom - zbeształ ich Pazut. - Nikt nie powidział, że to "Księżyciwy Kwiat".

- Ale wiesz... Nasz jedyny ślad, Córkę Kwiatu, zwinęli patrycujsze... - zaznaczył z wyraźnym powątpiewaniem w głosie.

Nagle odezwał się Kieł:

- Jeśli nie macie pewności, przekonajcie się na własne oczy. Sama bloskość teg miejsca sprawia, że krew się we mnie gotuje. Coś tam jest - to powiedziawszy ruszył przed siebie.

- Coś? - burknęli wszyscy.

- No dobra - westchnął Wąsik. - Żarcie, żarcie...

Na miejsce dotarli po zmroku. Nad skrytymi w niewielkim lesie ruinami budynków widniał księżyc.

- To chyba tu... - rzekł Kieł. - Są ślady ludzi... Wąsik, co z zapachem?

Bury zamyślił się i po chwili odparł:

- Ani śladu woni Kwiatu... Ale pachnie coś jakby żarciem...

- Heh... - Pazur westchnął ciężko. - Żadnego pożydku ani z ludzkich plotek, ani z twojego nosa. Ani z gotującej się krwi narwańca - dodał po chwili.

- Chwila... - Wąsik zdawał się być zaniepokojony. - Jest jeszcze... zapach prochu.

Grad kul posypał się w ich stronę. By ratować skórę każdy ruszył w inną stronę. Strzały ucichły.

To intruzi.

Obcy, sprowadzający nieszczęście.

Nie pozwolimy im podejść ani kroku bliżej!


- Intruzi... Odejdźcie stąd! - dotarło do nich głośne wołanie.



- Ech... - westchnął Pazur. - Krew się gotuje - myślal. - Dobre sobie. Mam dość tego całego poszukiwania Raju.

Zatrzymał się i przywarł plecami ro ściany.

- Dokąd polazł ten sparkacz?



Skowyt błądził między drzewami.

- Zgubiłem pozostałych... Ciekawe, gdzie jest Pazur... - przez jego głowę przepływało wiele myśli.

Położył się na trawie dysząc ciężko.

- Nic z tego - myślał. - Nie dam już rady... Ani kroku dalej...

- Kto to? - do jegu uszu doleciał dziewczęcy głos.

Natychmiast się podniósł i spojrzał na ciemnowłosą, młodą dziewczynę.

- Kto tam jest? - powtórzyła pytanie i spostrzegła Skowyta. PRzez chwilę mierzyli się wzrokiem.

- Ty... - zaczął wilk. - Nie jesteś z wioski, prawda?

- Słyszałam strzały... - powiedziała, jak gdyby nie usłyszała pytania. - Nic ci nie jest? Nie jesteś ranny?

Skowyt wstał i odparł z uśmiechem:

- N... Nie... Zobacz, mogę stać.

Dziewczyna nerwowo rozglądała się dookoła.

- Psst! Nie mów tak głośno. Chodź za mną - szepnęła i poprowadziła go do swojego domu. Tam rozpaliła ogień na kominku.

- Przepraszam... Mam tylko troszkę ziół leczniczych... Nie potrzebujesz bandażu?

- Nie... To zwykłe zadrapania.

Dziewczyna wyszła do drugiego pomieszczenia.

- Skąd przybywasz?

- Z miasta na północy - odparł Skowyt.

- Północy...? - zdziwiła się dziewczyna. - Na północy... jest miasto...?

Rudy przytaknął.

- Dość daleko stąd. Pierwszy raz zapuściłem się tak daleko - mówił podekscytowanym głosem. - Po drodze również byliśmy w wielu miastach...

Ciemnosłowa zamyśliła się.

- Więc oprócztego istnieją jeszcze jakieś inne miasta...

- Co?

- Nie nic. Gdzie twoja rodzina?

Chłopak zmieszał się.

- Ja... cały czas mieszkałem z ludźmi... Znaczy, z babcią... Ale... ona umarła... - podniósł do góry prawż rękę, na której pobrzękiwały cztery bransolety. - Właśnie od niej to dostałem - zamilkł na chwilę. - No, ale teraz mam towarzyszy - odparł radośnie. - No, trochę się pogubiliśmy... A ty? Co tu...

- Widzisz tamtą sadzonkę? - powiedziała, nim skończył pytanie. Skowyt spojrzał na parapet okna. Stała tam doniczka z roślinką.

- To pamiątka po matce - mówiła dalej.

Chłopak zamyślił się.

- Ee... Czy ty... Zaraz... Mieszkasz tu sama?

Dziewczyna nie zwracała uwagi na jego pytania.

- Ten kwiat... Rósł kiedyś tam, na Bożym Wzgórzy...

- Kwiat? Boże Wzgórze?



Kap. Krople krwi plamiły ziemię.

Legenda mówi, że ślady na tym wzgórzu pozostawił bóg, gdy podniósł niebiosa.

Kieł szedł pomiędzy drzewami, przystając co jakiś czas, żeby odpocząć.

Ponoć tam, gdzie to uczynił, pozkwitło mnóstwo kwiatów, jednak ludzie z obcych stron przybyli i zerwali prawie wszystkie kwiaty.

Księżyc był piękny tej nocy.

Wtedy zaczęły dziać się nieszczęścia

Kieł przechodził przez dużą kałużę.

A mieszkańcy wioski zaczęli bać się obcych.

Stawiał pewnie kroki.

Mówili "Nie wpuszczać przybyszów. Jeśli pozwolimy im wejść, runą niebiosa. Zabrane spod tego nieba kwaity zwiędną, a wraz z nimi zniszczeją gdzieś ci, którzy je zerwali.



- Pochodzę z rodu Strażników Kwiatów - dziewczyna kończyła opowieść. - Pielęgnuję i chronię ten ostatni kwiat, by nikt go nier zabrał... By nie zwiędł... Strzegę go czekając, aż w pełnię księżyca rozchyli swe płatki.

- W pełnię... - powtórzył Skowyt.

- Tak, ale jeszcze nie widziałam go w rozkwicie.

Wilk zamyślił się:

- Czy to jest Księżycowy Kwiat? Kieł pewnie by wiedział.

- Mieszkańcy wioski ze strachu prawie nie wychodzą z domów. Ani na krok nie iddalają się z wioski, ale ja się zawsze wymykam... do niego, by przynieść mu wody ze wzgórza... Skąpać w księżycowym świetle... Ale... Trochę się boję, czy nie zwiędnie w tym ciemnym pokoju. Kto wie, może nigdy nie zakwitnie...

- Zakwitnie - zapewnił ją Skowyt.

Dziewczyna spojrzała na niego nieco zdziwiona.

- Przecież tak o niego dbasz.

Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

- Dziękuję - powiedziała. - Zawsze mi mówili, że poza tą wioską... Nikt... Nic już nie zostało, a jednak... Mówisz, że tam daleko, są miasta... Zerwane kwiaty również nie zwiędły, prawda? Wierzę, że... Gdzieś tam... Tak, napewno!

Odwróciła się do Skowyta i uśmiechnęła.

- Jak dobrze... Więc to był zwykły przesąd.

Nagle spoważniała i zapytała:

- Jak masz na imię?

Młody wilk uśmiechnął się i przedstawił.

Te kwiaty napewno wciąż żyją. Obyśmy my również przeżyli. Oby... wciąż tutaj były wilki.



Przemykając w cieniu zniszczonych budynków, Wąsik uważnie rozglądał się, wypatrując zagrożenia.

- Od tej wioski na kilometr pachnie niebezpieczeństwem... - rozmyślał. - Ale i żarciem. No cóż... Kto nie ryzykuje...

Ostrożnie wyjżał zza rogu.

- Intruzi! - dotarło do jego uszu.

Natychmiast rzucił się do ucieczki sprawnie unikając strzałów.



Siedzący na urwisku Pazur słyszał odgłosy wystrzałów.

- Głupcy - myślał. - Co nam dało zatrzymanie się w tej wiosce? Wiedziałem. To całe gadanie o Raju to niczym nie uzasadnione brednie.

Wstał i spojrzał na księżyc. Niedługo będzie pełnia.

- Mam już dość robienia z siebie kretyna w towarzystwie tych gości.

Odwrócił się i zniknął w gęstniejącym mroku.



- Skowyt, a ty... dziewczyna i młody wilk patrzyli przez okno na rozgwieżdżone niebo i na dziewnie obcy księżyc. - Dokądś zmierzasz?

- Tak, ale sam nie wiem, gdzie to jest...

Zapadło krótkie milczenie, które przerwał jego głos:

- Tia... - zwrócił się do dziewczyny. - Jak się nazywa ten kwiat?

- Mówimy na niego poprostu "święty", albo "uświęcony".

Skowyt wpatrywał się w delikatne listki wyrastające z cieniutkiej łodyżki.

- W Raju, do którego zmierzamy kwitnie mnóstwo kwiatów zwanych księżycowymi. Nie wiem, czy twój kwiat jest jednym z nich... Ale kto wie... Może w Raju i one zaścielają polany.

Tia popatrzyła na niego nieco zdziwionym wzrokiem.

- W Raju...

- Może zakwitnie w najbliższą pełnię? Ech - westchnął. - Chciałbym to zobaczyć.

- Nie zostałbyś póki zakwitnie?

- C... Co?! - Skowyt był zmieszany. - Ja... Mogę tu zostać?

Dziewczyna uśmiechnęła się.

- Ja... Chciałabym razem z tobą... Zobaczyć jak kwitnie...



Jeden trafny strzał... Kieł poczuł palący ból rozchodzący się po całym ramieniu. Z impetem wpadł do wód niewielkiego jeziora. Woda ochłodziła jego rozgrzane mięśnie.

- Czuję... słabnącą woń... Kwiatu - pomyślał. - Ale... to nie jest Księżycowy Kwiat. Czyżbyśmy... cały czas... byli zwodzeni przez zapach fałszywego Kwiatu...?



Nie wpuszczać intruzów! Jeśli pozwolimy im wejść, runą na nas niebiosa!



- Księżycowy Kwiat - myślał dalej skulony wilk. - Córka... Kwiatu...

Wstał i odwrócił się w stronę, z której zapach był najsilniejszy. Naraz jego oczy otworzyły się szeroko...
2005-08-15 | 19:27:27 | szarywilk
skomentuj 15

Wolf's Rain

grope.3

Strategiczny odwrót



- A... - zająknął się Skowyt. - Przestało... - szepnął z wyraźną ulgą w głosie.

Przez chwilę panowała cisza. On i szary wilk mierzyli się spojrzeniami.

- Ty też to słyszałeś, Pazur? - zapytał wreszcie chłopak, jednak jego towarzysz nie odpowiedział. Beznamiętnie wpatrywał się w gęstniejący za oknem mrok

Rudy wilk zamyślił się:

- Ciekawe, co to było... Niezwykle... Niezwykle smutny głos...

- Pewnie jakaś maszyna - Pazur przerwał jego zadumę. - Przedśmiertelny zgrzyt jakiegoś złomu - dodał jakby od niechcenia.

Zbity z tropu Skowyt posmutniał.

- Nieważne - dodał po chwili, szary wilk. - Powiedz lepiej, po co przylazłeś za mną aż tutaj.

Pazur był wyraźnie niezadowolony i lekko znudzony obecnością chłopaka. Skowyt zbył pytanie własnym:

- To wasza kryjówka?

Nie uzyskał odpowiedzi.

Miejsce, w którym się znajdowali było już w rozsypce. Pomieszczenie znajdowało się na drugim piętrze zrujnowanego budynku. Tynk odpadał ze ścian, nie było szyb.

- Słuchaj, nie przyjęlibyście mnie do...

- Nic z tego! - stanowczy ton mężczyzny przerwał mu wpół zdania.

- Co...?

- Patrycjusze wyznaczyli za nas nagrodę. Cała banda uciekła z miasta - powiedział patrząc przez okno.

- Acha... A... Tego... - Skowyt plątał się, jak gdyby ktoś go przesłuchiwał. - A ty... Ty co zamierzasz, Pazur? - wykrztusił wreszcie i podszedł do drugiego z okien.

- Ja tu zostaję - odparł szary wilk wpatrując się w rozmówcę. - Towarzystwo tylko mnie irytuje. Jak chcesz się z kimś bratać, poszukaj gdzieindziej - rzekł szorstkko.

Skowyt usiadł na parapecie twarzą do Pazura. Zacisnął pięści.

- Rozumiem... - powiedział cicho, prawie szeptem. - Ty zadajesz się tylko z ludźmi...

Znów zapadła dziwna cisza, którą po chwili przerwał:

- Skoro tak, to mogłeś mnie zostawić - zauważył rudy wilk. - Ten głos przed chwilą... To nie był zgrzyt maszyn.Ty napewno też posmutniałeś...

Postąpił parę kroków q kierunku drzwi.

- Kłamiesz, jak ci wygodnie, Pazur...

Nacisnął klamkę i wyszedł zostawiając szarego wilka sam na sam z ciemnością.



- Co to za hałas? Nie dadzą się w napić w spokoju - zrzędził lekko już wstawiony Quent. Po chwili wstał uprzednio odstawiwszy opróżnioną już butelkę po wódce. - No jak, Blue, idziemy? - zapytał patrząc na psa. - Zapolujemy na przebiegłe, podszywające się pod ludzi wilki.



- Na najniższym poziomie zatrzymano chłoca, prawdopodobnie jednego z szajki rabusiów - rozległo się z radia radiowozu. - W pobliżu najprawdopodobniej ukrywa się keszcze kilku. Mężczyzny uważanego za przywódcę wciąż nie znaleziono.

- Przesłuchać zatrzymanego. Zresztą, i tak nam nie ucieknie - padła odpowiedź. - Likwidacja śmieci jest tylko kwestą czasu.



Pazur szedł miarowym krokiem po opustoszałej już części miasta.

- Sed - pomyślał wyczuwając zapach byłego kompana. - Złapali go, a on mnie sprzedał...? Ech, ludzie...

Puścił się biegiem nie bacząc na nic.



- W całym mieście słychać syreny. Czy to nie czasem... pościg za Pazurem i resztą...?

Skowyt siedział na brzegu wysokiego muru. Obserwował biegających w dole ludzi. Naraz coś w nim drgnęło i obejrzał się za siebie.

- To ten czarny pies - pomyślał z przerażeniem widząc biegnące w jego kierunku zwierzę. - Szlag... Nie uciek...

- Odsuń się!

Naraz zjawił się Pazur. Błysnęły białe kły czarnego psa i wbiły się w przedramię Pazura.

- Pazur! - jęknął zaskoczony Skowyt.

- Biegnij!

Rudy wilk stał jeszcze przez chwilę zastanawiając się, co zrobić, lecz ostatecznie postanowił posłuchać.

- Znowu - myślał. - Pazur znowu mi pomógł.

Mężczyzna szamotał się z czarnym psem i oboje spadli.

- Cholera... - Skowyt biegł dalej. - To on. Tam był ten mężczyzna w prochowcu. Nie... Pazur, my... Nie możemy tu dłużej zostać!

Wyrwał mu się z gardła krzyk.

- Au... - jęknął. - Co...? Ale ciemno...

- Pssst! - skarcił go Wąsik. - Siedź cicho. Kieł, to on? - zapytał przyglądając się idącemu po ulicy Quentowi.

Biały wilk popatrzy uważnie.

- Tak... To ten, który mnie postrzelił.

- Hej, krewniaku, ty też wpadłeś w oko tamtemu facetowi? - zapytał żartem bury wilk.

- A...!!! Wy też...! - Skowyt oprzytomniał.

- W pobliżu włóczy się natrętny dziadek, a głos syren przewierca uszy. Co to się porobiło... - jęczał Wąsik.

Ruszyli dalej kanałami. Starali się zachowywać cicho.

- W dodatku ukradli nam ostatni ślad. Nie mamy tu już czego szukać. Kieł, szygko! - ponaglił.

- Zaraz... Gdzie idziecie? - zapytał rudy wilk patrząc na nich ze zdziwieniem.

- Opuszczamy miasto - odpowiedział Kieł. - Idziesz z nami?

Cłopak stał, jakby nie rozumiał, co się do niego mówi.

- Jak będziesz się tak guzdrał, to cię złapią, mały! - krzyknął Wąsik.

- Żaden mały! - odkrzyknął poirytowany i pobiegł za nimi. - Jestem Skowyt!

- Ja jestem Wąsik, a tamten to Kieł - poinformował.

Szli jeszcze jakiś kawałek w milczeniu. Zatrzymali się przy kratce ściekowej. Beton pod ich stopami był pochlapany krwią.

- Ej, jeśli opuszczemy miasto, to może i Pazur... - Skowyt urwał.

- Pazur? - zapytał Wąsik. - Ten koleż ze szramą na piersi?

- Tak! Ten Pazur! - potwierdził rudy wilk.

Biały wilk zaczął wspinać się po metalowej drabince.

- E, Kieł, gdzie ty idziesz? - zapytał bury. - Wyjście jest trochę dalej - zauważył stopniowo ściszając głos.

- ... Ale dokąd pójdziemy, gdy już wyjdziemy z miasta? - zapytał Skowyt.

Kieł był już na samej bórze i pchnięciem podniósł kratkę.

- Do Raju - rzekł spokojnie biały.



Blue leżała spokojnie, a Quent głaskał ją po karku.

- Gdzie on jest? - pytał ktoś.

- Nie wiem... Teran był otoczony... - odpowiedział ktoś. - Ale znaleźliśmy tylko tego wyczerrpanego, czarnego psa i jeszcze jednego wielkiego psa, który uciekł.

Nagle rozległ się głos z radia:

- Namierzyliśmy przywódcę gangu. Jest w okolicy bramy XIII.



- Nareszcie trochę ucichło - zauważył Skowyt. Syreny wyłączono. - Do wyjścia zostało padę kroków.

Szli w kierunku wyjścia z miasta. Skowyt przodem, za nim Wąsik i Kieł. Biały wilk zatrzymał się i stojąc nieruchomo, wpatrywał się w resztki murów.

- Kieł? Co jest? - zapytał Wąsik widząc, że jego kompan nie podąża za nimi.

Teraz wszyscy trzej patrzyli na to, co kiedyś było wspaniałą budowlą. Bramą do miasta.

- Ktoś tam... jest? - zapytał Skowyt.



Pazur stał oparty o resztki muru. Z ramienia ciekła mu krew tworząc rozmaite, chaotyczne wzory na podłodze. Kły czarnego psa wbiły się naprawdę głęboko.

- Pazur! - krzyknął rudy wilk widząc mężczyznę.

Szary wilk spojrzał nieco przestraszony w jego kierunku. Stali tam także Kieł i Wąsik.

- To on? - zapytał bury wilk.

- Ty...! - wykrztusił patrząc na Kła.

- Wyczułem zapach twojej krwi - odrzekł spokojnie biały wilk uważnie badając go wzrokiem.

- Co?!

- Czuć go było jeszcze z miasta - oznajmił Kieł.

Pazur wyprostował się i zmarszczył brwi.

- I co, przyszedłeś się pośmiać z rannego? - burknął niezadowolony z wyraźną pretensją w zachrypniętym głosie.

- Pazur...! - jęknął Skowyt. - Po... Posłuchaj... Chodź z nami. Opuśćmy razem miasto!

Szary prychnął i kątem oka spojrzał na kryjących się w krzakach ludzi patrycjuszy.

- I gdzie zamierzacie pójść zgrają samych wilków? - w jego głosie nie było kpiny, jedynie czysta ciekawość, za którą kryła się... nadzieja.

- Do Raju - usłyszał odpowiedź.

Kieł patrzył na niego z pełną powagą.

- Niezły dowcip. I ja mam pójść z wami, wierząc w takie brednie?

Kieł ściągnął rególarne brwi.

- Nie wiem... Ale pozostanie tutaj oznaczałoby ciągłe życie w ukryciu - rzekł spokojnie.

- Nie możemy już dłużej żyć pomiędzy ludźmi - wtrącił Skowyt.

- Jakby nie patrzeć, na to wygląda - przyznał bury wilk.

- My już poprostu - wszyscy spojrzeli na przemawiającego z tak dziwnym spokojem Kła - nie mamy po co tu być. Powiedzcie, dlaczego byliście w tym mieście? - zapytał. - Czy nie dlatego, że czuć w nim było zapach kwiatu? Tego kwiatu już tutaj nie ma.



Biegli po metalowych rurach. Skryci w krzakach ludzie strzelali do nich na oślep. Było ciemno.

Czy ja dobrze pamiętam, że twoja duma nie pozwalała ci udawać człowieka? Gdzie się ona podziała?

Nigdzie. Nic się nie zmieniło.


Skowyt poślizgnął się i zsunął z rury. Zdołał jedną ręką pochwycić jakiś pręt.



- Wyjście z miasta oznacza niechybną śmierć - Słowa Pazura były wypowiedziane z dziwną obojętnością.

Pazur odwrócił się. Nie pozwoli by spadł.

- Ani śmierć, ani zostanie zabitym nie jest niczym nienaturalnym - Kieł wciąż mówił spokojnie.

Białe kły szarego wilka pochwyciły Skowyta za ramię. Pazur podciągnął go.

- A życie bez celu owszem - Kieł zamilkł.



- Dziękuję... - powiedział cicho rudy wilk rozcierając ramię.

- No dalej, leć!

- Naprawdę nie idziesz z nami? - zapytał Skowyt przyglądając się szaremu.

Kilka pocisków o mało ich nie trafiło. Wznowili bieg. Puścili się pędem przed siebie. Pazur przeskoczył dalej, by odciągnąć uwagę ludzi. Reszcie udało się uciec.

Stali zmagani podmuchami wiatru. Poza miastem panowała zima. Jeszcze chwilę czekali w nadzieji, że szary wilk przyjdzie.

- Pazur... - jęknął Skowyt.

- Idziemy! - rzucił Wąsik.

Zeskoczyli z wysokiego muru otaczającego miasto. Śniegu było do pół łydki. Na górze zamajaczyła postać mężczyzny.

- Pazur! - zawołał uradowany rudy wilk.

Pazur jednak stał niczym posąg idealnie nieruchomo.

- Co, boisz się? - zapytał Kieł.

Szary wilk uśmiechnął się.

- Nie gadaj bzdyr - powiedział i dodał w myślach - Podróż w poszukiwaniu jakiegoś nie mającego prawa istnieć Raju? Brednie.

Skoczył w dół.

- Poprostu mam już dość tego miasta - usprawiedliwiał się w myślach. - To wszystko.



Quent był wściekły. Chybił. Pozwolił uciec wilkom, które teraz gnały przez śnieg.

- No i dały nogę, co do jednego - rzachnął się popijając wódkę z piersiówki. - Zwiódł was ich ludzki wygląd, ale ich prawdziwa postać jest właśnie taka.

Hubb uważnie przyglądał się świeżym pozostawionym na śniegu śladom.

- To wcalenie musiały być wilki...

- A co, zwykłe psy...? Heh... No cóż... - pociągnął drugi łyk. - Tak czy inaczej, teraz pewnie każą ci je ścigać. Ci, którzy zadarli z wilkami - mówił bardziej do siebie, niż do detektywa - nie mogą już uniknąć przeznaczenia. Ja pójdę za nimi choćby i na koniec świata. Dopóki nie zabiję ich wszystkich, co do ostatniego.


2005-06-10 | 18:35:19 | szarywilk
skomentuj 70

Wolf's Rain

grope.2

Klucz do Raju



- W północnym mieście ponoć pojawił się wilk - rzekła młoda, czarnowłosa kobieta o brzoskwiniowej cerze.

Pomieszczenie, w którym się znajdowało było przepiękne, choć pogrążone w mroku. Naprzeciw niej był ogromny witraż, który przypominał bramę prowadzącą do jakiegoś wspaniałego ogrodu. Tuż obok stało łóżko, a na nim leżała naga kobieta. Smukłe ciało okrywały jej własne, niezywkle długie, blond włosy. Miała spokojny wyraz twarzy, a może nawet lekko się uśmiechała, lecz była całkiem bez życia... Spała... Nad nią stał pochylony mężczyzna. Miał dość długie, zaczesane do tyłu włosy.

- Czy Córka Kwiatu się przebudziła? - zapytał sucho.

- Tak - odpowiedziała kobieta. - Na to wygląda, panie Darcia.

- Rozumiem.



Wszędzie wokoło rozlegały się strzały. Pociski odbijały się od metalowych rur, po których biegł Pazur i jego toważysze. Tuż za nim był Ger. Niósł karton z żywnością. Napad musiał się udać. Biegł tak szybko, na ile pozwałały mu jego krótkie nogi. Nagle poczuł, że traci grunt pod nogami.

- A... Pazur... - zawołał.

Na te słowa, Pazur zatrzymał się i odwrócił. Czym prędzej podbiegł do chłopca.

- P... Przepraszam - powiedział mały, gdy mężczyzna wyciągał rękę, by go pochwycić.

Chłopak poczuł dziwny ból i nagle w miejscu ręki Pazura ujrzał wilczy łeb. Białe kły wbiły mu się w rękę. Przerażony bardziej tym, co widzi, niż tym, co czuje, zaczął krzyczeć. Pazur puścił go zdezorientowany. Patrzyła nieprzytomnym wzrokiem, jak Ger spada gdzieś w dół... Patrzył i nie wiedział, co robić...



- Widzisz? - zapytał Wąsik. - Udało się zwiać bez problemów, co nie? Trzeba używać posiadanych zdolności, bo się zmarnują.

Siedział na przewróconej, metalowej beczce. Uważnie przyglądał się swojemu toważyszowi. Po chwili zapytał:

- A powiedz, po co przyszedłeś do tego miasta?

Jego toważysz nie odpowiedział. Wąsik wciągnął powietrze do płuc, po czym wypuścił je.

- Zapach... Kwiatu, co? - zapytał.

Siedzący dotychczas cicho biały wilk spojrzał na niego badawczym wzrokiem, lecz nie odezwał się.

- Mam rację? - dopytywał się bury wilk. - Ja może nie mam zębów tak silnych, by zgiąć stalowe kraty, ale węch to mam za dwóch - zaśmiał się.

Biały nadal milczał.

- No i? - Wąsik nadal próbował nawiązać rozmowę. - Co teraz?

- Czy słyszałeś kiedyś o Raju? - odezwał się wreszcie biały wilk.

- Raju?

- Słyszę... Głos... Wzywa mnie... Podążaj do Raju! Idź za zapachem Księżycowego Kwiatu.

- Ho, ho - zaśmiał się bury. - Raj...? Brzmi ciekawie. A! Właśnie, nadal nie wiem, jak masz na imię.

Biały wilk położył się i wpatrzył w niebo. Przez chwilę panowała zupełna cisza.

- Jestem Kieł - odparł biały wilk.



W części miasta, która nie była doszczętnie zniszczona, rozwijał się handel. Młoda dziewczyna szła za ojcem niosąc ciężkie, przepełnione siatki i torby z zakupami. Z jednej z toreb wypadł ziemniak i potoczył się po schodach. Po chwili pojawił się rudy wilk i schylił, by obwąchać znaleźisko, lecz widząc dziewczynę zawachał się.

- Proszę - powiedziała z miłym uśmiechem na twarzy. - Weź sobie.

- Leara! - dał się słyszeć głos jej ojca.

- Już idę! - odkrzyknęła wyciągając parówki.

- Zostaw w spokoju zawszonego kundla - rzekł surowo mężczyzna. - Patrz, teraz będzie żebrał.

Spojrzała na niego nieco zmartwionym wzrokiem.

- Wybacz - powiedziała - nie mogę cię przygarnąć. Na razie!

Wilk siedział i patrzył jak odchodzi. Gdy zniknęła mu z pola widzenia, podszedł do pozostawionych przez nią smakołyków, ale zaraz zleciało się stado króków i po kilku chwilach nie zostało już dla niego nic.

- Ech... - myślał. - Nawet kruki mnie lekceważą. Co ja tu wogóle robię?

Położył się na chodniku. Na prawej łapie miał cztery grube, srebrne bransolety. Jako człowiek miał długie, rudawo - brązowe włosy, zieloną koszulę i jasno - brązowe spodnie. Na nogach miał glany.

- Ciekawe, czy gdybym przyjął ludzką posatać - myślał dalej - ta dziewczyna zechciałaby się ze mną znów spotkać. Ale... - zamyślił się, po czym dokończył - Na pewno... nie mogłaby zostać ze mną na zawsze. Czego ja tu szukam...?



- Ponoć Patrucjusze wyznaczyli za nas nagrodę - powiedział ktoś do zebranych ludzi z grupy Pazura. - Wielu już schwytano... My też nie jesteśmy bezpieczni. Myślę, że trzeba uciekać z miasta.

Pazur siedział na ziemi i słuchał.

- ... No właśnie, Pazur - zaczął ktoś inny.

- Nie możemy już iść za tobą, za kimś, kto porzucił Gera i innych kompanów... Nie...

Mężczyzna wstał i powoli się oddalił.

- Rób co chcesz - krzyknął za nim ktoś na odchodne.



- Doktor Degree, telefon do pani.

- Od kogo?

- Od pani męża.

Cher posłała mężczyźnie zarzenowane spojrzenie. Zmieszany, natychmiast się poprawił:

- A...! By... Byłego męża... Nie, znaczy... Eee... On inspektora Lebovskiego.

Pani doktor westchnęła i wzięła słuchawkę telefonu.

- Do rzeczy proszę - powiedziała do inspektowa.

- Cher... Dajmy sobie spokój z oficjalnymi tytułami... - rozległ się głos w słuchawce.

Hubb stał nad ciałem Gera.

- Mamy tutaj zwłoki jednego z bandy, która wczoraj napadła na skład żywności - poinformował panią doktor. - Spadł z dachu podczas ucieczki. Na ramieniu ma jeszcze świerze ślady psich zębów.

Cher zamyśliła się.

- Ja też mam wiadomość - powiedziała.

- Jaką?

- Psia sierść, znaleziona w okolicach klatki należy do dwóch różnych zwierząt - oznajmiła. - Do tego białego, którego widziałeś... i do jeszcze jednego. Właśnie, znaleźliście tego psa?

- Jeszcze nie...

- "One wciąż żyją" - Hubb przypomniał sobie słowa Quenta. - "Wyorzystują zdolności pozwalające zwieść ludzkie oczy."

- Przecież to był duży pies, prawda? - dopytywała się pani doktor. - Dlaczego nie potraficie go znaleźć? Hubb? Słuchasz mnie?



Młody chłopak (rudy wilk) przechadzał się między budynkami bucąc coś wesoło pod nosem. Gdy wychodził z małej uliczki, wpadł na Pazura. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.

- T... Ty... - zająknął się rudy. Dopiero, gdy Pazur go wyminął, wróciła mu zdolność mówienia. - Super. Pierwszy raz spotykam jakiegoś innego wilka. Ty jesteś Pazur, prawda? Ja mam na imię Skowyt - gadał jak najęty. - Słyszałem, jak kruki gadały o tobie, że jesteś przywódcą ludzkiego gangu i wogóle...

Pazur obejrzał się na niego przez ramię... Wyglądał na kogoś w wieku Gera..

- Ale super!

- Stul pysk - warknął szary wilk. - Szlag mnie trafia, jak widzę takich gości, jak ty. Nie idź za mną - rzucił wściekle.

Skowyt stał nieco osłupiały i patrzył, jak Pazur znika za rogiem.

Szary wilk przystanął na chwilę słysząc:

- Eej, mały.

Przywarł do ściany.

- Myślisz, że oszukasz ludzki wzrok w ten sposób? - Quen wycelował w jego stronę. - To jeszcze smarkacz, - powiedział sam do siebie - więc nam nie ucieknie.

- Narwany dziadek poluje na wilki? - myślał Pazur. - Ech, w najgorszym razie zdechnie jeden nieudolny szczeniak.

Po chwili w jego głowie rozbrzmiały na nowo słowa jego byłych kompanów:

- "Nie możemy już iść za Tobą, za kimś, kto porzucił Gera i innych kompanów..."

- Kompanów? - zakpił pod nosem. - Dobre sobie. Poprostu przelotna znajomość. Gówno mnie to wszystko obchodzi. I ludzie... I wilki...

Pazur skoczył z dachu budynku i wylądował tuż przed Quentem i jego psem. Skowyt stał przerażony, nie wiedząc, co się dzieje.

- Skacz! - wrzasnął szary wilk.

- Co?

- No dalej!!!

Po chwili oba wilki zniknęły z pola widzenia człowieka. Quent jeszcze rpzez chwilę rozglądał się za nimi. Poczuł ból i spojrzał na swoją rękę. Czarna, skórzana rękawiczka była podarta, a na wierzchu dłoni widniały trzy rany po pazurach.

- Ciekawe co to za jedni... Ten w płaszczu i czarny pies - zastanawiał się rudy podążając za Pazurem.

- Skąd mam wiedzieć?

- Paskudnie... Włóczą się tu tacy...

Zatrzymali się obaj.

- W każdym razie dziękuję. W życiu bym nie przypuszczał, że wrócisz i...

- Ty - przerwał mu szary.

- Co?

- Pozwoliłem ci za mną iść?

Skowyt zastanawiał się przez chilę, po czym odparł:

- N... No, ale idziemy w tym samym kierunku...



- Wąsik, co to?

- Hm? Co? - zapytał bury wilk przełykając kawałek hot doga.

Kieł spoglądał w niebo. Jego toważysz również uniósł wzrok.

- A, to statek powietrzny Patrycjuszy. Odrażająca banda - zaspokoił ciekawość białego wilka.

- Kieruje się w stronę, z której dobiega zapach Księżycoweg Kwiatu - zauważył Kieł.

- Taa. Za murem znajduje się ich siedziba - odparł Wąsik odsuwając hot doga od ust. - Ja też próbowałem podążać za zapachem Kwiatu, ale nie udało mi się sotrzeć do źródła.

Kieł nie odpowiedział. Podał swój posiłek buremu wilkowi i ruszył przed siebie.

- Kieł?

- Mam złe przeczucie - rzekł biały.

- Hę? Ale co? Gdzie idziesz?

Po chwili obaj biegli jak szaleni ciemną licą.

- Ej, przecież nawet nie zagoiła ci się rana po postrzale! - zauważył Wąsik. - Co ty wyprawiasz wogóle?



Ciemno.

Co tam jest? Laboratorium...?

- Co się stało? - zapytała zlękniona Cher.

- Nie wiem - odparła pomocniczka. - Nagle zgasło światło...

Taa... Ja też nie widziałem na własne oczy. Słyszałem tylko, jak Ci z laboratorium mówili... że znajduje się tam "Cheza" - dziewczyna zrodzona z Księżycowego Kwiatu...

- W porządku.. - doktor Cher odetchnęła z ulgą. - Mamy tu odrębny system zasilania.

- Wiem o tym - usłyszała za plecami dziwny, stłumiony głos.

Odwróciła się jak oparzona. Przed nią stał Darcia.

- Cheza nie jest wam do niczego potrzebna, nieprawdaż?

Cher patrzyła na niego nie wiedząc, co się dzieje.

- Kim...

- Teraz wszyscy śpią - przerwał jej mężczyzna. - Ty również powinnaś trochę odpocząć... - mówiąc to zdjął z twarzy białą maskę... Kobieta upadła nieprzytomna na posadzkę.

- Dawno już się nie widzieliśmy... Chezo...

Córka Kwiatu zdawała się być przerażona.

- Poznajesz mnie? - zapytał. - Mnie, którego nie mogą ujrzeć twoje oczy?

Wykonał dziwny ruch ręką, po którym woda w dziwnej kuli, w której zamknięta była Cheza, zaczęła wypływać gdzieś na zewnątrz.

- Nie musisz się o nic martwić. Ty już się przebudziłaś. Dawno się nie widzieliś... Chezo - powtórzył. - Nie mususz się o nic martwić.

Woda wypłynęła zupełnie. Łańcuchy zostały odpięte, dziewczyna wpadła w prost w ramiona Darcii.

- Nareszcie ruszamy w podróż.



- Mówię ci, dalej nie da rady - przekonywał Kła Wąsik. - Kieł! Ej, zaczekaj!

Zatrzymali się. Kieł nasłuchiwał.

- Nie uda się wejść do środka... C... Co jest? - zapytał bury wilk sam siebie widząc śpiących na chodniku strażników.

- Wilki? - Darcia patrzyła na Kła i Wąsika z wyższością. - Więc to wy obudziliście Chezę. Niechaj wam podziękuję.

Stał trzymając nieprzytomną córkę Kwiatu.

- Pozwolę sobie zabrać córkę Kwiatu

- Cheza? - pomyślał Kieł - To jest... Cheza?

Darcia chwycił dziewczynę za kark i podniósł ją do góry.

Z jej dziwnych oczu płynęły łzy, a po chwili z gardła wydarł się przenikliwy, niemożliwie smutny głos.

Kieł stał wpatrzony w nią. Nie wiedział, co się dzieje.



Skowyt zakrył głowę dłońmi, natomiast Pazur przetrzymał ten dziwny dźwięk. Odwrócił się i wrzasnął:

- Przestań!

Ale Skowyt nie mógł.



- Do zobaczenia w Raju - powiedział Darcia - o ile dacie radę tam trafić - zaśmiał się

- Zniknął... - Wąsik wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał mężczyzna.

- Ten człowiek... - myślał Kieł - wiedział o Raju...
2005-05-25 | 11:30:13 | szarywilk
skomentuj 914

Wolf's Rain

grope.1



- "Raj". Nic takiego nie ma prawa istnieć. Także tego miejsca w żaden sposób nie można nazwać rajem. Dalej jest już tylko gnijące, dążące ku zagładzie miasto.





- Co to?

- Pies.

- Ogromny!

Niewielka grupka ludzi przyglądała się leżącemu pod drzewem białemu psu. Rzeczywiście, był ogromny. Leżał bez życia w korzeniach ogromnego starego drzwa. To była chyba jedyna doślina tutaj...

- Możnaby go drogo sprzedać... - zacząłe jeden z nich.

- Ja wiem? Ledwo dyszy - zauważył inny lekko się krzywiąc.

- To jak, zeżremy go? - dodał jakiś grubas i wszyscy parsknęli śmiechem.

Z tłumu gapiów wyłonił się wysoki mężczyzna. Miał dość ciemną karnację i białe włosy. Ubrany był w skórzane spodnie i kurtkę, a oczy zasłonięte były przez okólary przeciwsłoneczne.

Odepchnął jednego z mężczyzn na bok torując sobie drogę.

- Pazur? - raczej stwierdził, niż zapytał tamten.

- To nie jest pies - zauważył.

Wszyscy odwrócili się i uważnie przyglądali się Pazurowi.

- Wyciągnąć go - polecił.

Dwóch odważniejszych chłopaków podeszło do zwierzęcia. Przez chwilę się wachali. Jeden patrzył wyczekująco na drugiego z pytanim w oczach "zrobisz to?". W końcu jeden z nich się przemógł i wyciągną rękę w stronę łapy białego stworzenia. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, zwierzę zerwało się na równe nogi i rozszarpało młodzikowi rękę. Zdjęty przerażeniem chyba nie czuł bólu.

Wszyscy jak jeden mąż cofnęli się do tyłu. "Pies" rzucił się na drugiego chłopaka. Dał się słyszeć jedynie trzask łamanych kości. Nawet nie zdążył krzyknąć...

Wszyscy stali przerażeni. Tylko Pazur zachował zimną krew. Stał i patrzył, zupełnie, jakby to, co się zdarzyło nie było niczym wyjątkowym. Ot, codzienność.

Zwierzę pochyliło się. JEgo oczy były na wysokości wzroku może dziesięcioletniego chłopca.

- P... Patrzy na mnie - myślał. - Albo ja go załatwię, albo on mnie...

Nagle poczuł uderzenie, które odrzuciło go kawałek dalej. Gdy oprzytomniał, ujrzał Pazura stojącego przed nim. Widział to dziwne spojrzenie... Zupełnie, jakby... Jakby wyzywał stojące przed nim stworzenie. Po chwili odwrócił się i pobiegł przed siebie. Zwierze podążyło w ślad za nim.



- No no, nieźle sobie poczynasz - zauważył Pazur.

- Broniłem się tylko. To wszystko - odpowiedziało zwierzę.

Stali na resztkach jakiegoś muru.

- Nie wiem, skąd przyszedłeś... - powiedział mężczyzna. - Ale wiedz, że w mieście obowiązuję pewne zasady.

- Zasady? Podczas bratania się z ludźmi? - warknęło zwierzę.

Teraz w miejscu mężczyzny stało ogromny, szary wilk. Dużo większy od białego.

- Mawet za cenę ukrywania swojej prawdziwej postaci? - zapytał biały.

- Można ich łatwo oszukać - powiedział Pazur. - Ja to poprostu wykorzystuję - oznajmił z niemiłym uśmieszkiem.

- To zawszona zasada - odparł biały.

- Jak na prawie zdechłego, całkiem zuchwale gadasz - rzekł drugi

- Razem z miastem zgniła również wilcza duma - warknął rozgniewany przybysz. - Dalej. Wracaj lizać rany swoich kolegów.

Szarego wilka ogarnęła wściekłość. Oba stworzenia rzyciły się na siebie. Po chwili wszędzie wokoło było mnóstwo krwi. Obaj bili się zaciekle.



- Doktor Degre -powiedziałą jakaś kobieta - Cheza właśnie...



Duży, czarny pies o dziwnych, niebieskich oczach zatrzymał się.

- Co jest Blue? - zaptyał właściciel. - Są gdzieś tutaj, prawda?

Pies warknął.



- Pazur! - wołał dzieciak, którego wołany wcześniej uderzył.

Dwa wilki w dalszym ciągu zajadle walczyły. Wszędzie wokoło była krew.

- Przyszli po ciebie - zauważył biały i czym prędzej się oddalił.

Chwilę później nadbiegł chłopiec. Rozejrzał się dookoła, a nie widząc zagrożenia, podszedł do siedzącego mężczyzny w czarnym ubraniu.

- Pazur! - zawołał. - A co z tamtym?

Nie doczekał się odpowiedzi, więc podszedł do siedzącego Pazura.

- Wszystko w porządku? - zapytał. - Le... Leci ci krew... - dodał i wyciągnął w jego kierunku rękę.

- Nie dotykaj! - wrzasnął Pazur, po czym wstał.

Chłopak patrzył chwilę nieco oszołomiony.

- O... Odciągnąłeś go oge mnie... Dziękuję... - powiedział cicho. - Ja... - zaczął znowu. - Zawsze myślałem, że nie obchodzą cię losy kompanów...

- Nie jesteśmy kompanami - zauważył Pazur. Jego głos wydawał się zimny, pozbawiony wszelkich barw.

- Co? - zapytał dzieciak, jakby nie dosłyszał.

- Ja... - zaczął mężczyzna i przystanął. Po chwili znów wznowił marsz mówiąc:

- Jestem inny... niż wy.



- To nie jest... Raj... - myślał biały wilk idąc ulicą.

Nie zwarzał na to, że wszyscy wokoło na niego patrzą. Z pewnością uwagę przykówały nie jego rozmiary, a krew, która zabarwiła białą sierść na czerwono.

- A jednak... czuję się dziwnie pobudzony... Co to za uczucie?!

- Mamy go, Blue - powiedział pod nosem mężczyzna z czarnym psem. - Nareszcie go znaleźliśmy. Naszego pierwszego w tym mieście wilka - rzekł z nieskrwaną satyswakcją. - Niepożądanego "posłańca śmierci."

Wycelował w stronę zwierzęcia. Oddał jeden strzał i jeden tylko wystarczył. Wokoło wilka pojawiła się ogromna plama krwi... W oddali słychać już było, że nadjeżdża policja.



- Kiedyś, po raz pierwszy, Cheza zareagowała na krew wilka, prawda? - zapytała jakaś kobieta nerwowo chodząca w tą i spowrotem po laboratorium.

- Tak - odparła pani doktor. - Według pozostawionych nam danych, wykazała reakcję na zapach wilczej krwi - potwierdziła.

- Jaśli tak było naprawdę... - zaczęła pierwsza - znaczyłoby to chyba, że w okolicy znów pojawiły się wilki...

- Ale pani doktor - zagadnęła inna - przecież wilków już od dawna...

- No tak... - przerwała doktor. - Również tamte dane nie są poparte dowodami... Jednak jest na tym świecie wiele rzeczy, których istnienia nie można potwierdzić ani udowodnić - oznajmiła. - Sama Cheza jest przecież niemożliwym do wyjaśnienia alchemicznym fenomenem.

W ogromnej, przedziwnie wyglądającej kuli, bez jakiegokolwiek wejścia przypięta do łańcuchów, zanurzona w dziwnym roztworze była dziewczyna. Miała smutne, czerwone oczy... Niewidzące oczy...

- Córki kwiatów i wilki przyciągają się wzajemnie - rzekła pani doktor. - Dawni uczeni tak by pewnie powiedzieli.



- Używać strzelby myśliwskiej w środku miasta... - powiedział detektyw Hubb. - Nie jest to normalne zachowanie, przyzna pan. No i wygląda na to, że alkohol równierz zrobił swoje.

- Quent Yaiden - przeczytał z dowodu podterunkowy.

- Co szeryf Krios robi w takim miejscu? - zapytał detektyw.

- Co z nim? - zapytał przesłuchiwany. - Tym, co go postrzeliłem? Gdzie on jest?

Zniesmaczony Hubb odparł:

- Likwidacją psich zwłok zajmiemy się my.

- Głupcy! - wrzasnął Quent. - Myślocie, że je tak łatwo można...! Poza tym - dodał nieco spokojniej - to nie był pies. To był... - przerwał. - Ech... Z resztą, czemu ja się dziwię? - zapytał sam siebie. - To już 200 lat odkąd przestały się pokazywać wytrzebione z gór i lasów. Teraz powszechnie uważane są za wymarłe. To oczywiste.

- 200 lat odkąd wyginęły? - zdziwił się detektyw. - O czym on...? Nie, chyba nie o wil..

- Dokładnie - przerwał mu Quent. - One wciąż żyją. Wykorzystują zdolności pozwalające zwieść ludzkie oczy. Żyją sobie spokojnie tuż pod naszym bokiem. To nie był pies. Bez wątpliwości to wilk.



Ogromna metalowa klatka stała na środku zimnego, prawie pustego pomieszczenia. Wewnątrz niej leżał niały wilk.

- Ej... Żyjesz...? - zapytał brązowy wilk. Miał gęstą, puszystą sierść i obrożę na szyji. Ludzie musieli traktować go jak psa... - He he - zaśmiał się. - Pierwszy raz widzę kogoś schwytanego w ten sposób.

- Chciałem tylko odpocząć w spokoju. - odprarł biały. - A ty co tu robisz?

- A tak... Nos mi powiedział, że kroi się coś ciekawego - odparł szybko. Nastawił uszy. - Ktoś idzie - poinformował leżącego w klatce.

- Ty również...? Dlaczego nie przybierzesz prawdziwej postaci? - zapytał ze wstrętem patrząc na ludzką powłokę wilka.

- Chyba już dotarło do ciebie, że za bardzo się wyróżniamy - odparł spokojnie chłopak, który jeszcze parę chwil temu był okazałym, brązowym wilkiem. - Wiesz, my wciąż jesteśmy dla nich uosobieniem "strachu" - dodał.

- Jaki jest sens w podlizywaniu się ludziom? - zapytał biały wilk. - Gdzie twoja wilcza duma?

- Duma...? Zabawny jesteś. Jak masz na imię? Tak przy okazji, ja jestm Wąsik.

Wilk nie odpowiadał. Patrzył jedynie wmownie na chłopaka.

- No, powiedz - prosił. W końcu dodał:

- Pewnie, duma też jest ważna, ale jeśli będziemy tak się przy tym upierać zginiemy i koniec bajki, no nie? A ja robię to, żeby nie zginąć.

Teraz w klatce nie było już wilka, a przynajmniej nie widzieliby go ludzie, którzy by tam byli. Siedział tam jedynie młodzieniec o ciemno-brązowych włosach...

- Żeby przeżyć, jako wilk - dodał Wąsik. - Jeżeli wraz z tobą przetrwa duma, o której mówisz to w tej walce nie ma środków, po które nie można sięgnąć, nie uważasz?

- Żeby przeżyć, jako wilk... - pomyślał biały.



- Dziś transport żywności dla patrycjuszy przejdzie przez punkt kontrolny - poinformował Pazur. - Otrzymaliśmy ostatnie potwierdzenie. Chen, Sed, staniecie na cztach.

- Ee... Pazur - przerwał mu Ger (dzieciak, któregu wcześniej uderzył). - Dziś też kradniecie, tak, jak to było w planie? - zapytał nieśmiało.

- No właśnie - zaczął inny. - W zeszłym tygodniu nam się nie powiodło. Na pewno wzmocnili ochronę - zauważył trafnie.

- We wczorajszym napadzie na transport broni udało się coś tam ukraść, ale i my ponieśliśmy straty - dodał inny.

- Racja, racja - zebrani zaczęli potakiwać.

- Dziś jednego załatwił pies - dodał Ger

Pazur uśmiechnął się szyderczo.

- No, jeśli chcecie zdychać z głodu... Dla tchórzy nie ma miejsca przy podziale łupów.

- Nie, no nie mówię, że nie idę, czy coś... - zaczęło rozbrzmiewać wśród zebranych.

- Ger - zagadnął Pazur. - Ty zostajesz. Nie potrzebujemy tchórzy. Byłbyś tylko kulą u nogi.

Kilka godzin później, wszyscy byli już na stanowiskach i czekali na transport żywności. Pazur uważnie obserwował to, co działo się w punkcie kontrolnym. Wyciągnął rękę dając znak, by wszyscy byli gotowi.

- Ja też... - do jego uszu dotarł znany mu dziecięcy głos. Odwrócił głowę i ujrzał Gera. - Pójdę... Z wami... - mówił bardzo cicho. - Nie będę... Kulą u nogi...



- Co to? - zapytał biały wilk.

Wąsik odwrócił leniwie głowę.

- Alarm...? - zapytał od niechcenia. - Wiesz, w tym mieście ciągle coś się dzieje. Pewno znów gdzieś pojawili się rabusie - oznajmił, po czym znów zwrócił się w stronę uwięzionego wilka. - No to jak? Jeśli chcesz stąd zwiać, to teraz, korzystając z zamieszania.



- Jak zwykle... Tutaj również... Nie dadzą nam odpocząć - powiedział Hubb ziewając lekko.

- Co z tamtym mężczyzną? - zapytała doktor.

- Miał trochę wypite, nie dało się z nim gadać, więc kazałem mu wracać. Do końca upierał się jak pomylony, że ten pies, którego postrzelił, jest wilkiem.

Dwoje ludzi minęło Wąsika i białego wilka.

- A ty, co o tym myślisz, Hubb? - zapytała doktor.

- I ty mnie pytasz, Cher? Właśnie dlatego Cię tu wezwałem.

- A no tak... - zaśmiała się kobieta. - Ty masz alergię na psy.

- No... - przyznał dość niechętnie. - Wolałbym się tam nie zbliżać...

Doktor weszła jako pierwsza do pomieszczenia, w którym stała ogromna, metalowa klatka.

- Ale tego to sobie chyba nie obejrzę... - rzekłą z przekąsem patrząc na pustą klatkę.

Pręty były rozbięte.

Detektyw zaczepił jednego z przechodzących korytarzem strażników.

- E... Ej, ty! Gdzie jest ten wi... - zająknął się. - pies, co tu był?

Cher stała zamyślona wpatrując się w zakrwawioną podłogę klatki i powyginane stalowe pręty.

- Wilki, które wyginęły 200 lat temu - myślała. - Teraz... Znów... Podejrzana sprawa.
2005-05-09 | 15:52:07 | szarywilk
skomentuj 12





WILK
Czuwa nad Tobą duch WILKA...
Jesteś odważny, dumny i mądry.
Nie za bardzo lubisz sie bić chyba, że w obronie kogoś.
Kochasz wolność i uwielbiasz naturę.
Jesteś takze bardzo towarzyski chociaż samemu tez potrafisz sobie poradzić. Kim jest twój duchowy przewodnik?
Quiz by Lupus












---------------------------------------------
Wykonane przez Szarego Wilka
Wyłącznie do tego bloga
Zapisane na Księżycu
Obejrzyj ślady innych
Zostaw swój ślad

Wiele księżyców temu...


Tropy




Tylko wilki znają drogę do Raju. Podążając za zapachem Księżycowego Kwiatu idą naprzód.
Wilki, które wyginęły 200 lat temu.

        Aktualna faza księżyca:

moon phase info


adopt your own virtual pet!